Chustoświrstwo, czyli moja przygoda z chustami od początku…

Pierwszy wpis na blogu… Ciężko było mi wybrać odpowiedni temat, ale kiedyś przecież trzeba zacząć. Zacznę chyba od początku, będzie więc o tym jak to się stało, że chciałam nosić.
***
W 2012 roku, kiedy córka pływała jeszcze w moim brzuchu, przeszukując internet zobaczyłam zdjęcie zaplątanej w materiał kobietę z dzieckiem. Trafiło mnie chyba od razu. Zaczęłam szukać, bardzo po omacku. Buszowałam po allegro w poszukiwaniu chusty, odwiedzałam forum internetowe, z którego absolutnie nic nie rozumiałam, bo wszyscy używali terminów, które nic mi nie mówiły… np. poły. To mnie nie zniechęcało, ale rozbudzało ciekawość. Nigdy nie zastanawiałam się nad wyborem między chustą a nosidłem. Chusta wydawała mi się bardzo naturalna, wręcz idealnie dopasowana do delikatnego kręgosłupa dziecka.
Nie trudno się domyślić, że moim głównym kryterium wyboru szkoły rodzenia, była tematyka chustowa. Znalazłam! Odliczałam dni, aby wreszcie było spotkanie na którym omawiane będą chusty. Co pamiętam? Ten okropnie długi materiał! Nie sądziłam, że jest aż tak długa. Wiązanie wydawało się bardzo trudne… Nauka wiązania w ciąży nie jest najlepszym wyborem – lalkę zawiązałam, jednak gdy urodziłam córkę, bałam się włożyć ją do chusty. A jednak pokonałam obawy i poszłam tą drogą.
Pierwszą chustę kupiłam w natibaby – była to Namib, wzór potocznie zwany pasiakiem. Minęło kilka tygodni noszenia, kiedy postanowiłam sprawdzić, jaka jest różnica w użytkowaniu chusty tańszej i tej z wyższych półek cenowych. Padło na Didymos, wzór Indio – klasyczne biało czarne. Chyba od tego momentu można powiedzieć, że zostałam chustoświrką 😀 Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, ile chust przewinęło się przez moje ręce. Kupowałam, wymieniałam, sprzedawałam, znów kupowałam. Różne wzory, blendy…
532244_781991598478056_926883163_n

Przy córce motywem wiodącym było indio oraz kilka żakardów z natibaby. Córka jako niemowlę zasypiała kilka minut po włożeniu do chusty, jako starszak, towarzyszyła nam aktywnie w wycieczkach zagranicznych, oraz górskich wyprawach. Ostatnie nasze wspólne noszenie „pod górę” odbyło się w 23. tygodniu ciąży, kiedy wędrowaliśmy na Ślężę. Później – gdy pojawił się nowy „chuścioch”, noszenie córki przejął tata. Mieli swoją ukochaną tulę toddler z rowerowym motywem.

Przy drugim dziecku, urodzonym przed czasem – zaczęłam bardziej zgłębiać tajniki noszenia.
Miałam kilka konsultacji z doradcami oraz fizjoterapeutami, po których udało się dobrać typy wiązań, które pomagały synkowi w rehabilitacji. Byłam zadowolona – szczególnie, kiedy dr rehabilitacji podkreśliła pozytywny wpływ chustowania na postępy w rozwoju syna.
Pomysł na kurs doradcy podpowiedział mi mąż. Wybrałam szkołę noszenia ClauWi.

logo_clauwi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *